ale smakołyki były takie same, schemat pracy również, więc w czym jest ta większa korzyść? pomijam michę z kurczakiem, bo to jest oczywiste, ale szereg prostych ćwiczeń, w których nagrodą była sucha karma nie różnił się bardzo w zależności od osoby, która ich "wymagała" - chyba, że się mylę?
Mam też drugie pytanie, po wykładzie o zachowaniach niepożądanych - "pracą domową" miało być wybranie jednego zachowania i próba znalezienia dla niego remedium. Pomyślałam, że podzielę się takim zachowaniem tutaj, może pomysły i sugestie przydadzą się nie tylko mi.
W chwili obecnej jednym z bardziej uciążliwych zachowań jest niszczenie mebli i innych przedmiotów podczas naszej nieobecności. Nauczyliśmy się już wyprzedzać pomysły naszego psa i tak: w salonie, jeden fotel stoi na średniej wysokości, kawowym stoliku, drugi barykaduje
drzwi do jednego pokoju ("
drzwi", to rozklekotana harmonijka, więc ich otwarcie bez dodatkowego zabezpieczenia nie stanowi dla długonosego psa problemu), fotel dodatkowo jest przykryty kocem, ale mimo tego pojawiły się ślady po zębach na nogach, które trochę spod koca wystają. Dalej drewniana skrzynia na pościel, która jest już mocno zmęczona gryzieniem i ostatnio też jest przykrywana ręcznikami - była już dwa razy przestawiana, bo stała bliżej posłania i pies leżąc na nim podgryzał ją sobie w najlepsze. Takie same
harmonijkowe drzwi do drugiego pokoju zabezpieczone są gumką do włosów zakładaną na gałkę i gwoździk wbity w ścianę. Wszystkie przedmioty ze stolika (tego, na którym stoi pierwszy fotel) są przenoszone wyżej, z innych mebli, typu komody również, ew. są kładzione głębiej, tak żeby nie wystawały poza krawędź. Pies zostaje z zabawkami, które co jakiś czas wymieniamy - np. przez dwa dni jest to piłka, pluszak i butelka po wodzie, a potem zmiana na sznurek, innego pluszaka i piszczącą żabkę. Na stałe jest jeden gryzak, którego ma od szczeniaka.
Rano przy wychodzeniu mamy swój rytuał, o którym mówiłam - pies dostaje trochę jedzenia do miski, wcześniej ma przed nią usiąść, skupić na mnie wzrok i dopiero na komendę "jedz" wolno mu zacząć. Pozostałą część jedzenia rozsypuję mu na podłodze w pokoju (salonie), w którym zostaje. Pies zajmuje się jedzeniem, ja wychodzę. Zostawiam mu teraz też Konga (kupiliśmy standardowego, czerwonego ślimaka), przygotowanego zgodnie ze wskazówkami, czyli zamrożonego dzień wcześniej. Mimo to, ostatnio zastaliśmy przerobioną na konfetti kartkę ze spółdzielni, która leżała na komodzie, właśnie przesunięta trochę w głąb, a dwa- trzy tygodnie wcześniej (zanim zostawialiśmy Konga, ale stosowaliśmy wszystkie inne "sztuczki") na trociny został przerobiony indeks, który prawdopodobnie pies strącił nosem również z komody

Generalnie jest tak, że zawsze wracamy do domu z dreszczykiem emocji - co tym razem zastaniemy w kawałkach, o uciążliwości drzazg z mebli nie wspomnę. Prawdę mówiąc nie chciałabym musieć stosować wszystkich tych zabiegów przez następne 13 lat życia psa. Próbowaliśmy zabierać zabawki po powrocie z domu żeby podnieść ich atrakcyjność jak są zostawiane psu, kiedy zostaje sam, ale zawsze znalazło się od nich coś ciekawszego (jak buty do ślubu, wygrzebane jakby celowo z szafy pełnej innych par).
To zachowanie jest najbardziej uciążliwe, bo dzieje się poza naszą obecnością, nie wiemy do końca co je wywołuje i poza tym co robimy, nie mamy pomysłu na inne działania.
Do klatki się przymierzamy, poszukując na razie kogoś, kto mógłby nam takową pożyczyć, do tego czasu liczę na pomysły i sugestie czego jeszcze możemy spróbować.
pozdrawiamy